piątek, 14 kwietnia 2017

STACJA XIV - PAN JEZUS DO GROBU ZŁOŻONY


Swojej ostatniej drogi, Jezu, nie odbyłeś sam. Nikt nie odbywa. Ty, jako człowiek, też nie odbyłeś. To tylko 50 metrów. Niewiele. Tylko tyle dzieli miejsce ukrzyżowania i miejsce złożenia Ciała. Józef z Arymatei i Nikodem zdjęli ciało Jezusa, owinęli je w płótna wraz z wonnościami i przenieśli do grobowca, w którym jeszcze nikt nie był pochowany (por. J 19 38-42).
Tym, którzy towarzyszyli Ci w tej ostatniej drodze, przypominały się poszczególne zdarzenia, jak choćby te, gdy Judasz miał pretensje do Marii o to, że wzięła funt pachnącego i drogiego olejku nardowego, namaściła nim [Twoje] stopy, po czym wytarła je własnymi włosami, a woń olejku napełniła cały dom. (J 12, 3) Teraz nikt nie żałował wonności. To było ostatnie, co mogli dla Ciebie zrobić... Tak im się przynajmniej wydawało. 

Jezu, proszę Cię, bym nigdy nie pomyślał, że to już koniec, że już nic więcej nie mogę zrobić... Bym zawsze potrafił odnaleźć drogę, na którą Ty chciałeś mnie posłać... Ta droga nigdy się nie kończy, dopóki ktoś nie znajdzie ukojenia w Tobie. A więc prowadź mnie do siebie, stawiaj ludzi na mojej drodze, abym im pomagał, im służył. Tylko zasłuchany w Tobie, jak kiedyś Maria, odnajdę tę drogę, na którą mnie posyłasz...





11 komentarzy:

  1. "Jezu, proszę Cię, bym nigdy nie pomyślał, że to już koniec, że już nic więcej nie mogę zrobić..."

    Amen!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nasz Pan umarł - i zmartwychwstał.

    Leszku, Tobie i Twoim Bliskim życzę wyjątkowego, pięknego spotkania ze Zmartwychwstałym i błogosławionych Świąt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo serdecznie :) - oczywiscie jak najbardziej sie odwzajemniam :)
      A Twoje zyczenia juz sie spelniaja, bo wielkim przezyciem jest dla mnie spiew scholi z naszej parafii - to naprawde poziom iscie profesjonalny :)

      Usuń
  3. Radosnych Świąt Zmartwychwstania Pańskiego oraz Błogosławieństwa Bożego Tobie i całej Twojej rodzinie życzy Józef.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo Józefie :) I przepraszam Ciebie, że dopiero teraz odpowiadam, ale zapewne sam się domyśliłeś, że skoro nie odpowiadam, to po prostu jestem na liturgii. Przyznam, że specjalnie pojechałem ze wsi do swojej warszawskiej parafii, bo w mojej parafii jest wspaniała schola, która w Wielką Sobotę nie tylko śpiewa, ale również gra (dwoje skrzypiec, altówka, wiolonczela, flet, klarnet, obój i gitara). Wielka to byłaby strata nie być na liturgii, w której ta schola uczestniczy. Liturgia jest tak wyśmienita, że dziś już nawet w sąsiednich kościołach się pokończyła, a w parafii jeszcze była (a wczoraj np. widziałem już z okien domu Jarosława Kaczyńskiego, gdy wychodził z kościoła bliższego mojego domu - a więc wczoraj coś tam dłużej (a może po prostu później zaczynali?); nb. ciekawostka - nie jeździ jakąś super wypasioną furą, lecz skodą)

      Usuń
  4. Takie życzenie jak Ty Leszku przy tej stacji i ja pragnę złożyć w PANA RĘCE. Dzięki za wspaniałą drogę Krzyżową pełną wiary i miłości . W tym dniu pragnę Ci złożyć Leszku również najlepsze życzenia - aby JEZUS ZMARTWYCHWSTAŁY błogosławił Tobie i Twoim najbliższym w każdym dniu. ALLELUJA JEZUS ŻYJE !!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuję Siostro :)
    Nie pamiętam, kiedy pisałem rozważania tej stacji - wydaje mi się, że na początku roku; choć to nie cały rok, a pojedyncze miesiące, to jednak na tyle dużo, by myślenie mi się odwróciło. Jeszcze wtedy wierzyłem, że Pan nie pozwoli mi, bym myślał kiedykolwiek, że to koniec, że już nic da się zrobić. A jednak właśnie dziś tak jest. Od jakiegoś czasu miałem niejasne przeczucie, że być może jestem za bardzo namolny, że za bardzo się narzucam ze swoim pisaniem - wymyśliłem więc coś takiego, by moje pisanie nie narzucało czytania, by do czytania dochodziło tylko wtedy, gdy istnieje prawdziwa chęć czytania. W gruncie rzeczy nie wierzyłem w to wszystko (a więc i w to, by takie moje działania były potrzebne), ale postąpiłem tak, by przypadkiem nie okazało się później, że nie wypełniam woli Bożej - bo to mogła być Jego wola.
    No i okazało się, że rzeczywiście to była wola Boża - pomogłem uwolnić się od siebie. Ostatnie dla mnie ważne wejście (tej konkretnej osoby) było 12 IV na Stację II Pan Jezus bierze Krzyż na swe ramiona. Tym samym zostawiła dla mnie takie ostateczne przesłanie (nie było żadnych wejść ani w Triduum, ani w same Święta - przynajmniej do tej chwili, a to przecież zdecydowanie poranne święta - jajkiem dzielimy się przy śniadaniu).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście nie znam sprawy z tym "uwalnianiem się" od Ciebie, ale wydaje mi się, że to może być Twoja nadinterpretacja (woli Bożej w szczególności). To, że ktoś od 12 IV nie wszedł na Twojego bloga nie musi znaczyć nic takiego, co sobie wymyśliłeś. Ten ktoś mógł zwyczajnie wyjechać na święta i nie zabrać z sobą laptopa, mogli do niego przyjechać goście i zwyczajnie nie wypadało mu wtedy "w sieci siedzieć" zamiast zajmować się nimi, mógł sobie nałożyć "taki post", żeby w czasie Triduum i Świąt odpuścić sobie komputer, może mu się ten komputer zepsuł i nie było kiedy go naprawić itd. itp. :) Powodów "niezapowiedzianej" absencji tej osoby na Twoim blogu mogło być wiele. Ale nawet gdyby sama jasno i wyraźnie zadeklarowała, że już nigdy więcej "jej tu nie będzie", to przecież zawsze może zmienić zdanie .... :)
      I jeszcze jedno, skąd taka Twoja pewność, że wola Boża "musiała" dotyczyć tej właśnie osoby? Bo sobie tak założyłeś?
      Może to całkiem o kogoś innego chodziło?
      Ty, jeśli masz intuicję, że powinieneś coś napisać na blogu, to pisz, a resztę pozostaw Panu Bogu (i nie "badaj" Jego woli przez żądanie od Niego "znaków", bo to może być niedobre) - po prostu Mu zaufaj.
      Pozdrawiam świątecznie.
      MariaR

      Usuń
    2. Mario, postanowiłaś dać mi nieco po głowie, co pewnie dowodzi na jak bardzo neurotyczne zachowanie wskazuje to, co napisałem Siostrze Marcie (no a wiadomo, że w takich wypadkach czasami nie ma nic lepszego, niż dać komuś po głowie). A więc z jednej strony to wskazuje, iż uznałaś, że sytuacja jest naprawdę poważna, a z drugiej strony, że nie ma nic lepszego, niż dać po głowie. I oczywiście w szczegółach masz rację - ta osoba mogła np. przyjechać na same święta z Hiszpanii do Polski, nie zabierając ze sobą laptopa (co zdecydowanie mogło zmienić obraz, jaki mnie się tworzył). Skoro Pan Cię przysłał, by mi to wszystko powiedzieć (jest jasne, że byłaś tylko narzędziem w Jego ręku), to może sytuacja jest taka, że powinienem się jeszcze bardziej odkryć, bo jeśli tego nie zrobię, to prawdziwie może się zawalić to, co było w planach Bożych od zawsze i co mnie samemu pochłonęło 30 lat życia? Nie wiem na ile to wyczułaś, ale faktycznie to, co napisałem Siostrze było napisane tak, że akurat ona miała szansę wszystko zrozumieć, ale nade wszystko to tej osobie opisywałem, jak odczytuję sytuację (bo podejrzewam, że taka publiczna wypowiedź to jedyna szansa na to, by dotarła ona do adresatki).

      Usuń
    3. Gdzieżbym tak śmiała na Ciebie rękę podnosić (żeby do głowy sięgnąć!) i do tego w świąteczny czas! :) No może w kostkę, gdzieś w tłumie, to kto wie? :)
      Nie wiem czy Pan mnie na Twój blog akurat przysłał, bo wydaje mi się, że jestem dość regularnym "zaglądaczem", zwłaszcza na linkownię (masz liczniki to widzisz), ale niewątpliwie mógł mnie użyć jako narzędzia (niestety chyba dość ułomnego, bo jakby mało skutecznego, o tym poniżej!), skoro już tu zaglądam. :)
      Szkoda tylko, że większą uwagę zwróciłeś na formę tej ewentualnej Bożej "interwencji", a jakby mniejszą na jej treść. Więc "muszę" uzupełnić. Jeśli przez 30 lat robiłeś coś zgodnie z intencją i intuicją, że taka jest wola Boża i robiłeś to jak najlepiej potrafiłeś, to jesteś "rozliczony". Tamto Twoje zadanie zostało zakończone (chyba, że nadal trwa, i to musisz rozstrzygnąć w swoim sumieniu oraz ew. kontynuować). Co z tego "wyrosło albo wyrośnie", to już nie Twoja sprawa i o to się martwić już nie powinieneś (to jest niedobre). Zaufaj Panu, że On da sobie z tym radę (i nic się nie zawali), jeśli nie pomogło (nie pomoże) tamtej osobie, to może jest potrzebne 10 innym. A Ty wcale nie musisz tego wiedzieć komu, kiedy, jak - w końcu na tym polega zaufanie, że nie trzeba "sprawdzać" (= oczekiwać znaków według swoich "projektów" i oczekiwań).
      MariaR

      Usuń
    4. Mario, zachowuję się neurotycznie - i taka niestety jest prawda. I dobrze, że mi to wytknęłaś i myślę, że nie masz najmniejszych wątpliwości, że ja to bardzo pozytywnie odebrałem.
      Z tym, że sytuacja nie jest wcale taka prosta i oczywista, jak Ty ją widzisz. Stawiasz siebie w mojej sytuacji, patrzysz na jakiś drobiazg, któremu nie warto nadawać jakiejkolwiek rangi i dziwisz się mojej reakcji. Bo jakie znaczenie ma taki ślad (czy ściślej właśnie brak jakiegokolwiek śladu) wobec słowa wyjaśnienia, słowa zapowiedzi, czy w ogóle jakiegoś słowa? No jakie? - jasne, że żadnego. Tyle, że przez te 30 lat nie usłyszałem ani jednego słowa. Adresatka "Listów..." wyszła za mąż (to jedyne, co wiem na pewno; jeszcze z moich liczników wiem, że od ponad roku mieszka w Hiszpanii - mimo ukrywania adresu IP takie rzeczy daje się odczytać) i miałem nadzieję, że "Listy o miłości" przynajmniej dobrze ją przygotowały do małżeństwa. Ale tego też nie usłyszałem. Niczego nie usłyszałem.
      A dlaczego nie usłyszałem? - może jestem największą zmorą jej życia? Może "Listy..." tak ją poprowadziły w życiu, że do tej pory nie może się pozbierać, ale nie chce mi tego powiedzieć, bo wie, że ja we wszystko, co napisałem w "Listach...", po prostu wierzę, a ona tej wiary nie chciała we mnie burzyć?
      Mówisz, że nie powinienem się interesować tym, jak ziarno owocuje, że w tym powinienem zaufać Panu - i generalnie masz rację. Ale tak można postępować tylko wówczas, gdy wie się, czyje ziarno się rozsiewa. A może jednak ja dałem się zwieść szatanowi? - na pewno nie jemu chciałem służyć (choćby jeden z "Listów..." przestrzega przed szatanem), ale może jednak dałem się wkręcić? (w końcu nie raz mi to tu w blogosferze zarzucano).
      I jeśli spojrzę na siebie i nie mogę znaleźć ani jednej osoby, której przekazałbym swoją wiarę, to czy rzeczywiście mogę spokojnie robić swoje i nie oglądać się na to, co zasiewam wokół? Weźmy choćby Marię Kołodziejczyk - jest ewidentne, że w reakcji na mnie od razu biegnie do szatana - to może ja ludzi do niego prowadzę? (choć wcale tego nie chcę).
      Dobrze, że dałem odpocząć od siebie; szkoda, że rzeczywiście to było innym potrzebne.

      Usuń