sobota, 16 stycznia 2016

Różne są dary, ale Duch jest jeden

(4) Różne są dary, ale Duch jest jeden.  (5) Różne są po­sługi, ale Pan jest jeden.  (6) Różne są działania, ale jeden jest Bóg, który sprawia wszystko we wszystkich.  (7) W każdym uwidacz­nia się działanie Ducha dla wspólnego dobra.  (8) Jednemu Duch daje słowo mądrości, innemu ten sam Duch daje rozumienie słowa.  (9) Jednego Duch obdarza wiarą, innemu ten sam Duch udziela daru uzdrawiania.  (10) Jeszcze innym daje natomiast moc czynienia cudów, dar prorokowania, dar rozróżniania duchów, dar języków, dar tłumaczenia języków.  (11) A wszystko to daje jeden i ten sam Duch, rozdzielając każdemu, jak chce. 

Każdy z nas jest inny. Nikt z nas nie jest doskonały – Duch udziela darów tak, jak chce, a nie wszystkim wszystkie. Jednak każdy z nas dostaje jakiś dar, by mógł służyć Panu (a więc by wzrastał w miłości). A przez to ważne jest, by ten dar wykorzystać (a nie zakopać, o czym jest mowa w przypowieści o talentach). 
Może więc i ja mam nadal pisać, choćby nawet wydawało mi się, że nikt tego nie czyta (i nie myślę tu o blogu, bo tu wiem, że nawet dwie osoby czytają regularnie i często – dziękuję, kilka regularnie, choć rzadko i jeszcze parę okazjonalnie).


A co Tobie Pan mówi poprzez to czytanie?


piątek, 8 stycznia 2016

Pan Prezes

Pan Prezes wsiada pod moim oknem do swojego samochodu:


Dzieje się to dokładnie pod moim oknem (ani bliżej, ani dalej), ale ja tego nie widziałem - byłem wtedy na działce. Chwilę wcześniej wychodził z kościoła pw. Św. Benona:



wtorek, 5 stycznia 2016

Mój początek roku

A to mi się rok zaczyna! Sam Nowy Rok bezproblemowo, ale za to w sobotę gaśnie światło. Biegnę na stronę PGE Legionowo, by dowiedzieć się czegoś, ale żadnej informacji nie ma. Próbuję zadzwonić – zegarynka przedstawiła godziny pracy. Jedynie wysłałem maila pod podany adres (nb. odpowiedź dostałem dopiero dziś, a w odpowiedzi nie było nawet słowa przepraszam).
Brak prądu w moim przypadku nade wszystko oznacza brak centralnego ogrzewania. W czasie dnia wspomagaliśmy się kominkiem, ale po nocy było już pioruńsko zimno.
Żona odnalazła telefon, pod którym zegarynka podaje, po ilu godzinach awaria zostanie usunięta. O siódmej rano, gdy pierwszy raz zadzwoniła, zegarynka mówiła 5 godzin. Dzwoniliśmy co godzinę: cztery, trzy, dwie, a gdy spodziewaliśmy się już tylko jednej godziny, znowu usłyszeliśmy trzy. Po godzinie dwie, po kolejnej godzina, ale po kolejnej znowu godzina. A po jeszcze jednej już nic – ale prądu i tak nie było.
Żona wybrała rozmowę z konsultantem. Kolejka do rozmowy 8 osób. Po kilkudziesięciu minutach już tylko jedna – ale tej jednej jakoś nie mogła pokonać – wcześniej włączono prąd! Zaczynało zmierzchać, ale prąd już był.

Zresztą to nie jedyny problem tego dnia – próbuję odpalić samochód, lecz akumulator ledwo drgnął. Proszę więc żonę, by mi dała swój (chodziło o to, by pójść do kościoła) – zdecydowanie lepiej, niż mój, ale na zapalenie nie było żadnych szans.

Jak już do kościoła nie mogłem pójść, a wg pierwszych rachunków do włączenia prądu pozostawało półtorej godziny, postanowiłem podgrzać wodę w kotle pieca. O dziwo okazało się, że moje wysiłki wcale nie poszły na marne mimo opóźnień w przywróceniu prądu – spodziewałem się, że opalanie pieca drewnem bez włączenia pompy rozprowadzającej wodę (to nie jest tradycyjna instalacja grawitacyjna, lecz rozprowadzająca wodę bardzo cienkimi rurami tzw. pexami – opory ruchu są tak duże, że przepływ trzeba wymuszać pompą), będzie skutkować jedynie podnoszeniem temperatury wody w piecu. Tymczasem okazało się, że jednak nie tylko – owszem na parterze kaloryfery „stały”, ale na piętrze po chwili zrobiły się ciepłe (jednak żeby nie było zbyt optymistycznie, to mimo kominka i mimo tego grzania w piecu CO, temperatura w przedpokoju, z którego sterujemy ogrzewaniem, bezpośrednio po włączeniu prądu wynosiła 8,7 stopni).

Gdy już prąd się pojawił, nie wiadomo było, od czego zacząć! Tylko żona miała prostą decyzję – pora gotować obiad. Ja zacząłem w końcu od uruchomienia pieca – nadal paliłem drewnem, ale musiałem rozpalić węgiel (ekogroszek). Gdy to już miałem za sobą, trzeba było zająć się ładowaniem akumulatora (pierwotnie chciałem od tego zacząć, póki było jeszcze coś widać, ale prostownik wymagał drobnej naprawy i dlatego zostawiłem ładowanie, a poszedłem do pieca) – zaczynałem oczywiście od samochodu żony. Dopiero na koniec zająłem się herbatą, która bardzo mi się marzyła.

Po jakimś czasie, gdy już można było sprawdzić, czy uda się zapalić samochód, okazało się, że popełniłem błąd - odwrotnie podłączyłem klemy (znak + na klemie wyglądał, jak – i nie był przy brązowym przewodzie, lecz przy niebieskim, że na drugiej klemie już nie sprawdzałem). Po odwróceniu klem ładowanie trwało 45 minut – samochód zapalił. Dopiero wtedy zacząłem ładować swój samochód. Ale były naciski, by jak najszybciej wracać, więc byłem gotowy, by już zostawić samochód na działce i wracać razem z żoną. Tymczasem po 20 minutach ładowania, mój samochód zapalił (choć był znacznie już rozładowany - ale i tak jest dzielny, jak na staruszka prawie 8-mio letniego; akumulator wymieniłem w marcu 2008 roku, a samochód jest z 2002 roku - a więc oryginalny też się nieźle sprawował).

Ale znowu żeby nie było zbyt optymistycznie, następnego dnia, gdy wracałem z pracy do domu, zaczął szwankować silnik – ewidentnie jeden cylinder przestał działać; ledwie dojechałem do domu. A dziś samochód w ogóle nie odpalił (a nie stoję pod oknem, bym mógł go bez problemu podładować).

I tak Pan powoli odbiera mi wszystko, co wydaje mi się, że posiadam...



czwartek, 24 grudnia 2015

Bożonarodzeniowo

Dziś dzielimy się ze wszystkimi tym, co mamy. I ja chcę się z wami podzielić najpiękniejszą piosenką, którą szczególnie dedykuję tym, którym wydaje się, że nie mają się czym dzielić:

Nawet jak już kompletnie nie mamy co dać, to zawsze możemy dać spokój...
I tego wszystkim życzę :)


sobota, 19 grudnia 2015

Szczęśliwa jest Ta, która uwierzyła

(39) W tych dniach Maryja wybrała się w drogę i spiesząc się, poszła w górskie okolice, do pewnego miasta judzkiego.  (40) Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę.  (41) Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, podskoczyło dziec­ko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę.  (42) I zawołała donośnym głosem: „Błogosławiona jesteś między niewiasta­mi i błogosławiony owoc Twojego łona!  (43) Czemu zawdzię­czam to, że matka mojego Pana przychodzi do mnie?  (44) Gdy tylko usłyszałam Twoje pozdrowienie, podskoczyło z radości dziecko w moim łonie.  (45) Szczęśliwa jest Ta, która uwierzyła, że wypełnią się słowa powiedziane Jej przez Pana. (Łk 1) 

To wielka sprawa uwierzyć - niełatwo uwierzyć w coś, co na zdrowy rozum wydaje się kompletnie niemożliwe. O tym, czy się uwierzy, czy nie uwierzy, decyduje przekonanie, czy to rzeczywiście Pan do mnie przemówił... Jak wielka musiała być wiara Maryi, że to rzeczywiście przyszedł do Niej anioł Boży, skoro uwierzyła w jego słowa.
Pomyślmy przez chwilę, co by się stało, gdyby Ona nie uwierzyła? - Bóg nigdy nie działa wbrew woli człowieka; do naszego zbawienia konieczna była Jej zgoda, a Jej zgoda zależała od tego, czy uwierzy...
I ta historia zbawienia powtarza się w życiu każdego z nas - również do nas Pan wysyła swoich posłańców (ἄγγελος - ángelos to posłaniec) i my, albo uwierzymy, że to Jego posłaniec, a wówczas wypełni się Jego wola, albo nie uwierzymy... (ale oczywiście może być i tak, że nam się jedynie wydawało, iż to Pan do nas przemówił i uwierzymy w coś, co od początku wydawało się niemożliwe, ale też niemożliwym pozostało już do końca - nawet mimo takiego doświadczenia nadal powinniśmy być gotowi, by uwierzyć w to, z czym przyszedł posłaniec).


sobota, 12 grudnia 2015

Radujcie się

(4) Radujcie się zawsze w Panu! Jeszcze raz mówię: radujcie się!  (5) Niech wasza łagodność będzie znana wszystkim ludziom. Pan jest blisko.  (6) O nic się nie martwcie, lecz we wszystkim zano­ście wasze prośby do Boga, modląc się i błagając z dziękczy­nieniem.  (7) A pokój Boży, który przewyższa wszelkie poznanie, będzie strzegł waszych serc i myśli w Chrystusie Jezusie. (Flp 4) 

Tak lubimy niepokoić się o wszystko! Wszystko bierzemy na siebie, choć wiemy, że nie wszystko zależy od nas. W rezultacie nasz niepokój rośnie - bo tak łatwo jest nie przewidzieć jakiegoś zagrożenia, bo mamy świadomość, że nie trzymamy wszystkich sznurków w swoim ręku... 
Tymczasem rozwiązanie problemu jest proste - O nic się nie martwcie, lecz we wszystkim zano­ście wasze prośby do Boga, modląc się i błagając z dziękczy­nieniem. To Bóg jest panem dziejów, to od Niego wszystko zależy. O ile tylko potrafimy Mu w pełni zaufać, to pokój Boży, który przewyższa wszelkie poznanie, będzie strzegł waszych serc i myśli w Chrystusie Jezusie.
Szczególną uwagę zwracam na te początkowe słowa, w których mowa jest o tym, że pokój Boży przewyższa wszelkie poznanie - ten niepokój jest całkiem racjonalny, bo rzeczywiście nie panujemy nad wszystkim. Jednak pokój Boży przewyższa to wszystko - ten, kto całkowicie potrafi Mu zaufać, nie odczuwa żadnego niepokoju.

Ale to rozumowanie można odwrócić - o ile odczuwam niepokój, to znaczy, że Jemu nie ufam...
Zwracam przy tym uwagę, iż zgodnie z tym, co przed chwilą napisałem, obawy mogą być całkiem racjonalne (tak, jak w moim przypadku całkowicie racjonalne są obawy, że w swoim czasie fałszywie rozpoznałem wolę Bożą i własnym pragnieniom nadałem taką rangę) - ale nawet wtedy świadczą tylko o tym, że Jemu nie ufam (Jemu, lub sobie, że jestem od Niego za daleko).


sobota, 5 grudnia 2015

Wyprostujcie Jego ścieżki!

(1) W piętnastym roku panowania cesarza Tyberiusza, kie­dy Poncjusz Piłat był namiestnikiem Judei, Herod te­trarchą Galilei, jego brat Filip tetrarchą Iturei i ziemi Trachonu, Lizaniasz tetrarchą Abileny;  (2) za najwyższych kapłanów Annasza i Kajfasza, przemówił Bóg na pustyni do Jana, syna Zachariasza.  (3) Przeszedł on wszystkie krainy nad Jordanem i głosił chrzest nawrócenia na odpuszczenie grzechów.  (4) Tak bowiem jest napisane w księdze mów proro­ka Izajasza: Głos, który wola na pustyni: Przygotujcie drogę Pana! Wyprostujcie Jego ścieżki!  (5) Każda dolina niech będzie wypełniona, a wszystkie góry i pagórki niech zostaną zrównane! Drogi kręte niech będą wyprostowane, a wyboiste niech staną się gładkimi!  (6) Wtedy każde stworzenie ujrzy zbawienie Boga. (Łk 3) 

Oj te kręte drogi - tyle ich wokół nas. I tyle udawania, że są one proste... Tym razem wypowiem się w sprawach bieżącej polityki, bo jakoś tak się w tym czytaniem wiąże. 
PO w ostatnich dniach, gdy to było możliwe, zrobiło zamach na Trybunał Konstytucyjny i wbrew obowiązującemu prawu przeprowadziło wybór 5 nowych sędziów. Tym samym jednoznacznie potwierdziło, że niezawisłość władzy sądowniczej w naszym państwie, to fikcja - nigdy jej nie było, a Trybunał Konstytucyjny to organ POLITYCZNY (jakby takim nie był, PO nie posunęłaby się do łamania prawa - łamała, bo widziała w tym konkretne korzyści polityczne). 
Teraz występuje w roli obrońcy demokracji w Polsce i niezawisłości władzy sądowniczej. Jest to jednak czysta hipokryzja - dla PO Trybunał Konstytucyjny to jedynie narzędzie, dzięki któremu będzie mogło blokować wszelkie poczynania PiS-u, nic więcej.  
Ma rację aktualny prezydent, że dziś najważniejszą sprawą jest stworzenie takich ram prawnych, doboru takiego powoływania sędziów Trybunału, by w przyszłości Trybunał Konstytucyjny nie mógł się stać narzędziem w rękach jednej partii. Okazuje się jednak, że prostowanie krętych ścieżek nie jest wcale łatwym zadaniem.