niedziela, 21 czerwca 2009

Księgarnia św. Wojciecha

Odkąd pamiętam przy ulicy Freta była Księgarnia św. Wojciecha. Mały lokal ze skrzypiącą podłogą, wejściem z bramy, ale z cudowną atmosferą.

Była pierwsza. Dopiero po niej zaczęły wyrastać kolejne księgarnie katolickie – przy Archikatedrze, przy kościele seminaryjnym i najnowsza z nich w Pałacu Prymasowskim.

Lokal stoi teraz pusty, nie tylko z ogołoconymi regałami, ale wręcz z ogołoconymi ścianami – wyraźnie gotowy do kapitalnego remontu. Żadnej informacji na drzwiach.

Wygląda na to, że to koniec księgarni…

Czy to liczna konkurencja sprawiła, czy też to, że przestaliśmy czytać?

13 komentarzy:

  1. Leszku – przestaliśmy czytać. Przynajmniej tak to wygląda z mojej strony; nie kupuję książek, ale mój syn i synowa wyczerpują rodzinny limit; przypuszczam że więcej księgarni podzieli los tej o której piszesz; pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Przyznaję, że sam czytam znacznie mniej niż kiedyś. A ostatnią rzecz, jaką kupiłem u św. Wojciecha, był zestaw płyt CD ks. Posadzkiego.

    OdpowiedzUsuń
  3. smutne ale prawdziwe… w naszym życiu zaczyna dominować internet i księgarnie internetowe ( nie pamiętam już kiedy kupiłem książkę w inny sposób )… Proponuję uczyć się życie bez proądu, internetu i w ekstremalnych warunkach…taki będzie nasz los gdy wypełni się czas…

    OdpowiedzUsuń
  4. A to mnie zaskoczyłeś – nigdy nie pomyślałem, że tam internetu nie będzie, choć to oczywiste, bo nie będzie do niczego potrzebny.

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedyś lat koło 17 temu, podczas kursów dla polonii ze Wschodu w Warszawę, znalazłam w księgarni bliz starego miasta dwa tomika polskich słowników, może to ta księgarnia?. Choć taki słownik był szczytem mego marzenia (polsko – rosyjski słownik był raritetem), nie mogla go kupić, kosztował drogo, jakaż była moja radość, gdy moja krewna, moja kochana ciocia Mila ze Słupsku, do której dzwoniłam z Warszawy, wysłała mnie peniądzy w prezeńcie, ”Kup sobie cos” -napisała na kartce i ja kupiłam słowniki

    OdpowiedzUsuń
  6. Wszystkie wymienione przeze mnie księgarnie są na starówce (lub w najbliższych okolicach); jednak te, które wymieniałem, to były księgarnie katolickie – w nich słowników nigdy nie było. Oprócz nich „od zawsze” były dwie księgarnie „cywilne” – jedna na Rynku Nowego Miasta (ale oficjalny adres od Freta, tak jak Księgarni św. Wojciech), a druga na Rynku Starego Miasta. Kilkanaście lat temu doszła trzecia – obok domu Polonii (przypuszczam, że tam kupowałaś). Od kilku lat nie ma za to tej na Rynku Nowego Miasta – jest tam teraz drogeria.

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj , byłoby to wielką krzywdą gdyby zabrakło nagle prądu, telewizji, internetu, albo innych zdobyczy techniki; już tak do tego przywykliśmy, że trudno się obejść i nie można sobie znaleźć miejsca kiedy nastają awarie. A księgarnie zastępują inne sposoby zdobywania wiadomości. Nas kiedyś także zastąpią inni; pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj, to straszne… Naprawdę już jej tam nie ma?! To jakby skończyła się pewna epoka… Przyznam Ci się, że jako znaną „molicę książkową” zamknięcie każdej księgarni głęboko mnie smuci – dużo bardziej niż, na przykład, zamknięcie butiku… A może i ja sama poniekąd przyczyniam się do tego, ponieważ, mimo że wraz z P. kupujemy mnóstwo książek, zazwyczaj robimy to przez Internet? (Literaturę „katolicką” kupujemy głównie w Księgarni Mateusza, na stronach Wydawnictwa M lub Frondy – a także na Merlinie: zayuważyłam, że odkąd zostałam ich stałą klientką, wybór tego typu książek znacznie się tam poszerzył. :) )

    OdpowiedzUsuń
  9. Sam u siebie obserwuję dwie rzeczy – z jednej strony znacznie mniej czytam (wręcz prawie, że nie czytam), z drugiej polubiłem zakupy w internecie. Nawet tego o. Posadzkiego (co charakterystyczne płyty, a nie książkę), o którym wspomniałem obok, najpierw wypatrzyłem w internecie, a dopiero póniej zajrzałem do św. Wojciecha z nadzieją, że może kupię od ręki. Akurat tych płyt nie mieli, a sprowadzanie trwało znacznie dłużej – kilka tygodni, niż gdybym miał dostać za pośrednictwem kuriera.

    OdpowiedzUsuń
  10. ~Agnieszka (http://rabbuni.blog.onet.pl)5 lipca 2009 21:57

    Nie wiem, co napisać… Ja na razie dostrzegam u siebie zwiększoną liczbę zakupywanych książek i jeszcze bardziej rosnącą liczbę tych przeczytanych…

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak to dobrze, że jeszcze tacy ludzie są :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Od pewnego czasu w miejscu księgarni Św. Wojciecha jest księgarnia jedności, też katolicka.Lubię tam chodzić fajna obsługa

    OdpowiedzUsuń
  13. Rzeczywiście jest. Wtedy, gdy pisałem, sądziłem, ze to koniec. A ja w nowej księgarni dobrze się jeszcze nie czuję – za czasów św. Wojciecha dobrze wiedziałem, na której półce mam czego szukać; w nowej jeszcze tego nie potrafię.

    OdpowiedzUsuń