sobota, 27 września 2014

Jeśli jest jakaś moc przekonująca miłości...

(1) Jeśli więc jest jakieś napomnienie w Chrystusie, jeśli jakaś moc przekonująca Miłości, jeśli jakieś uczestnictwo w Duchu, jeśli jakieś serdeczne współczucie – (2) dopełnijcie mojej radości przez to, że będziecie mieli te same dążenia: tę samą miłość i wspólnego ducha, pragnąc tylko jednego, (3) a niczego nie pragnąc dla niewłaściwego współzawodnictwa ani dla próżnej chwały, lecz w pokorze oceniając jedni drugich za wyżej stojących od siebie. (4) Niech każdy ma na oku nie tylko swoje własne sprawy, ale też i drugich. (5) To dążenie niech was ożywia; ono też było w Chrystusie Jezusie. (6) On to, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, (7) lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stając się podobnym do ludzi. A w zewnętrznej postaci uznany za człowieka, (8) uniżył samego siebie, stając się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej. (9) Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię, (10) aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich, i podziemnych. (11) I aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest PANEM – ku chwale Boga Ojca. (Flp 2)

Jeśli [jest] jakaś moc przekonująca Miłości... Czy czyjaś miłość - także Boga, może do czegoś przekonać?


sobota, 20 września 2014

Ostatni będą pierwszymi

(1) Albowiem królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy. (2) Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy. (3) Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, (4) i rzekł do nich: Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam. (5) Oni poszli. Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił.(6) Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie? (7) Odpowiedzieli mu: Bo nas nikt nie najął. Rzekł im: Idźcie i wy do winnicy. (8) A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych. (9) Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze. (10) Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze. (11) Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, (12) mówiąc: Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzyśmy znosili ciężar dnia i spiekotę. (13) Na to odrzekł jednemu z nich: Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czyż nie o denara umówiłeś się ze mną? (14) Weź, co twoje, i odejdź. Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. (15) Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry? (16) Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi. (Mt 20) 


Często się zdarza, że cytujemy ostatnie zdanie w oderwaniu od kontekstu, jako rodzaj pocieszenia dla tych, którzy pierwszymi nie są. Niestety u Łukasza to samo zdanie (choć ilustrowane innymi przykładami) brzmi: (30) Tak oto są ostatni, którzy będą pierwszymi, i są pierwsi, którzy będą ostatnimi. (Łk 13)
Obawiam się więc, że jak jestem ostatni, tak też będę ostatni.



sobota, 13 września 2014

Nie po to, aby świat potępił

(13) I nikt nie wstąpił do nieba, oprócz Tego, który z nieba zstąpił – Syna Człowieczego. (14) A jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak trzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, (15) aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne. (16) Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. (17) Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. (J 3)
Nie kto inny, lecz szatan, stara się przy każdej okazji pokazywać nam, jacy to jesteśmy grzeszni... W konsekwencji postępujemy tak, jakby Jezus przyszedł na świat, by nas potępić. Grzeszni jesteśmy – to prawda (i biada temu, kto by zaczął myśleć, iż jego to nie dotyczy), ale to nie powód, by się o to obwiniać. Nasza grzeszność to powód, by jeszcze mocniej, jeszcze bardziej kurczowo chwytać się Jezusa i iść za nim, dźwigając ten krzyż, który On nam wyznaczył. (17) Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony.

sobota, 6 września 2014

Nikomu nie bądźcie nic dłużni

(8) Nikomu nie bądźcie nic dłużni poza wzajemną miłością. Kto bowiem miłuje drugiego, wypełnił Prawo. (9) Albowiem przykazania: Nie cudzołóż, nie zabijaj, nie kradnij, nie pożądaj, i wszystkie inne streszczają się w tym nakazie: Miłuj bliźniego swego jak siebie samego! (10) Miłość nie wyrządza zła bliźniemu. Przeto miłość jest doskonałym wypełnieniem Prawa. (Rz 13)

No właśnie - nic więcej nie trzeba:  Nikomu nie bądźcie nic dłużni poza wzajemną miłością.



sobota, 30 sierpnia 2014

Niech się zaprze samego siebie

(21) Odtąd zaczął Jezus Chrystus wskazywać swoim uczniom na to, że musi udać się do Jerozolimy i wiele wycierpieć od starszych i arcykapłanów oraz uczonych w Piśmie; że będzie zabity i trzeciego dnia zmartwychwstanie.(22) A Piotr wziął Go na bok i począł robić Mu wyrzuty: Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie. (23) Lecz On odwrócił się i rzekł do Piotra: Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo nie myślisz po Bożemu, lecz po ludzku. (24) Wtedy Jezus rzekł do swoich uczniów: Jeśli ktoś chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. (25) Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. (26) Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę? (27) Albowiem Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego razem z aniołami swoimi i wtedy odda każdemu według jego postępowania. (Mt 16)

Zaprzeć się. Niech się zaprze.
Zajrzyjmy do słownika języka polskiego PWN:
  1. «oprzeć się mocno o coś, aby móc się odepchnąć lub nie dać się ruszyć z miejsca»
  2. «zaprzeczyć czemuś»
  3. «nie zmienić postanowienia mimo przeciwności i nacisków»
  4. «zerwać z kimś lub z czymś wszelkie związki»
Pod jedynką mamy najbardziej pierwotne znaczenie, od którego wszystko się zaczęło, a więc i do tych rozważań powinniśmy posłużyć się właśnie nim. 
Pytanie więc pierwsze jest takie, czy mamy się odepchnąć, czy też nie dać się ruszyć z miejsca?
Odpowiedź jest oczywista, jako że zaprzeć się mamy, jeśli chcemy pójść za Chrystusem - a więc w tym wypadku mamy «oprzeć się mocno o coś, aby móc się odepchnąć». Innymi słowy Jezus podkreśla, iż najtrudniejszy jest ten moment decyzji - gdyby chodziło o to nie dać się ruszyć, to sytuacja byłaby taka, że to świat nieustannie atakuje, a my musimy nieustannie opierać się o coś, by nie ulec pokusie (i przyznam, że gdy to tak napisałem, taka interpretacja wydała mi się całkiem sensowna).
No ale nie można jednocześnie nie dać się ruszyć i jednocześnie iść.  A więc jednak mamy oprzeć się o coś, by się odepchnąć.
Ta decyzja jest taka trudna, bo podejmując ją, dobrze wiemy, iż wybieramy coś mało atrakcyjnego, bo niby cóż mogłoby być atrakcyjnego w dźwiganiu swojego krzyża? Gdyby to przynajmniej chodziło o krzyż kogoś znanego - Dźwigam krzyż Dody! To by mogło zainteresować nawet prasę kolorową. Ale dźwigać swój krzyż, taki zwykły, szary...? - co to za atrakcja!
A jednak to ten krzyż nadaje sens mojemu życiu.

sobota, 23 sierpnia 2014

Szczęśliwy jesteś, Szymonie

(13) Gdy Jezus przyszedł w okolice Cezarei Filipowej, pytał swych uczniów: Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego? (14) A oni odpowiedzieli: Jedni za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za Jeremiasza albo za jednego z proroków. (15) Jezus zapytał ich: A wy za kogo Mnie uważacie? (16) Odpowiedział Szymon Piotr: Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego. (17) Na to Jezus mu rzekł: Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie. (18) Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr [czyli Opoka] i na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. (19) I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie. (20) Wtedy surowo zabronił uczniom, aby nikomu nie mówili, że On jest Mesjaszem. (Mt 16, 13-20)

Szczęśliwy jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie. Przyszło mi komentować te słowa właśnie po tym, jak Zbyszek dla podsumowania naszej dyskusji o niebie przygotował solidną wiedzę w oparciu o Katechizm Kościoła Katolickiego. I mogę teraz napisać Szczęśliwy jesteś, Leszku, synu Barbary. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew (czyli te myśli nie są owocem pracy twojego mózgu, Leszku), lecz Ojciec mój, który jest w niebie.
My mamy taką tendencję, by przypisywać sobie wszystkie myśli, jakie wypowiadamy, a potem tak, jak głosiła sobotnia Ewangelia ci, którzy tak sądzą ... Rozszerzają swoje filakterie i wydłużają frędzle u płaszczów. Lubią zaszczytne miejsca na ucztach i pierwsze krzesła w synagogach. (Mt 23, 5-6) Tymczasem Pan chce, byśmy jeszcze tu na ziemi mieli najwierniejsze (na ile tylko można wobec naszych zmysłów i wobec naszego myślenia opartego o te zmysły) wyobrażenie o Nim i o tym, co On dla nas przygotował i dlatego nam wszystkim tę wiedzę daje. Wszystkim daje - także mnie. Wystarczy tylko tych myśli nie tłumić, a przeciwnie - za nimi podążać. Nie ma w tym żadnych zasług, gdy się je głosi (bo zostały one dane, a Bóg daje je każdemu), ale nie ma też w nich żadnego wymądrzania się,  jak sądzi Basia (Basiu, czy gdybyś wtedy była świadkiem tej rozmowy, powiedziałbyś Piotrowi, że się wymądrza?) Czy coś jest wymądrzaniem się, czy nie jest, najlepiej sprawdzić tak, jak to zrobił Zbyszek (i co potwierdziła Barka) - po prostu zajrzeć do Katechizmu Kościoła Katolickiego.



niedziela, 17 sierpnia 2014

Niebo - 3

MariaR napisała u Siostry następujące słowa:

Marii oczywiście nie chodzi o dociekanie prawdy - 
gdyby o to chodziło, swoje zastrzeżenia napisałaby u mnie na blogu, a nie u Siostry, gdzie wie, że jej nie odpowiem; to jest po prostu zwykła manipulacja, w której Maria chce się ustawić w roli strażniczki czystości wiary (tak, tak - ta sama osoba, która niejednokrotnie występowała przeciw hierarchom, że nie nadążają za zmianami w świecie (sic!)), a zarazem przestrzec innych przede mną, jako heretykiem.

Niezależnie jednak od jej intencji wydaje mi się, że jednak powinienem przedstawić swoją odpowiedź w formie odrębnej notki (wczoraj umieściłem to, jako komentarz pod poprzednią notką, ale z komentarzami jest tak, że łatwo je przeoczyć):

Może jednak parę słów, by wyjaśnić. Zarzut MariiR jest oparty o następstwo czasowe - w swojej wypowiedzi wręcz podkreśliła słowo dopiero. Rzecz jednak w tym, że Bóg jest poza czasem - a tym samym w niebie nie ma czasu. A ściślej tam jest tak, że wszystko się widzi naraz - i tu bym musiał odesłać do swojej notki z początku blogowania, gdy Zawieszonej w Czasoprzestrzeni (piękny nick, należący do zwykłej dziewczyny z jakieś wioski w kieleckim, wyśmiewanej nawet przez własną rodzinę; a ta dziewczyna umiała stawiać wyśmienite pytania i próbowała na te pytania odpowiadać) tłumaczyłem po raz pierwszy posługując się mrówką, jak to z tym czasem jest. 
My widzimy czas sekwencyjnie, czyli tak, jak mrówka widzi trzeci wymiar, a w niebie widzieć będziemy czas naraz, jednym spojrzeniem. To tylko z punktu naszego widzenia świata można mówić, że przemienienie na górze Tabor było przed innym wydarzeniem na innej górze - na Golgocie. Dla tych, którzy są w niebie to wszystko jest w jednym spojrzeniu.

Podtrzymuję więc to, co mówiłem, że Jezus uczniom na górze Tabor ukazał niebo - z tej niebieskiej perspektywy nie ma żadnej sprzeczności w tym, że góra Tabor była przed Golgotą.

Ale oczywiście tak, jak mówiłem wcześniej, to jest moje własne przeczucie i nikt nie ma obowiązku w to wierzyć. Próbuję jedynie dzielić się swoim spojrzeniem - dokładnie tak, jak ta wspomniana dziewczyna z kieleckiego (i dokładnie z takim samym przyjęciem). Może to komuś pomoże w dojrzewaniu jego wiary? -  szczególnie że zrozumienie tego, jak to z tym czasem jest, pozwala zrozumieć jak to jest, że Bóg ma dla każdego z nas doskonały plan zbawienia uwzględniający wszystkie nasze wybory, jakich w życiu dokonamy. Przy naszym rozumieniu czasu jest w tym jakaś sprzeczność - bo albo nasza wolność jest jedynie iluzoryczna, albo ten plan nie jest wcale najdoskonalszy. A jednak on jest najdoskonalszy, a zarazem każdy z nas jest całkowicie wolny.