czwartek, 10 października 2013

Robaczek

(5) Jonasz wyszedł z miasta, zatrzymał się po jego wschodniej stronie, tam zrobił sobie szałas i usiadł w cieniu, aby widzieć, co się będzie działo w mieście. (6) A Pan Bóg sprawił, że krzew rycynusowy wyrósł nad Jonaszem, by cień był nad jego głową i żeby mu ująć jego goryczy. Jonasz bardzo się ucieszył [tym] krzewem. (7) Ale z nastaniem brzasku dnia następnego Bóg zesłał robaczka, aby uszkodził krzew, tak iż usechł. (8) A potem, gdy wzeszło słońce, zesłał Bóg gorący wschodni wiatr. Słońce tak prażyło Jonasza w głowę, że zasłabł. Życzył więc sobie śmierci i mówił: Lepiej dla mnie umrzeć, aniżeli żyć. (Jon 4)
Jonasz pragnął oglądać owoce swego działania, do którego posłał go Bóg  (2) Wstań, idź do Niniwy, wielkiego miasta, i głoś jej upomnienie, które Ja ci zlecam. Przemierzył całe miasto (co zajęło mu trzy dni)  (4) ... i wołał, i głosił: Jeszcze czterdzieści dni, a Niniwa zostanie zburzona. (Jon 3)  

I już po wyjściu z miasta, z daleka chciał patrzeć na owoce swego działania - i dlatego zrobił sobie szałas. W pierwszym dniu Pan sprzyjał zamiarom Jonasza i by było mu przyjemniej sprawił, że nad nim wyrósł wspaniały krzew.
Jednak następnego dnia Bóg zesłał robaczka, aby uszkodził krzew - pragniemy oglądać owoce swego działania, chcielibyśmy poznać te owoce (szczególnie wtedy, gdy nie mamy pewności, kto nas posyła - jedynie po owocach można to przecież poznać).
Ta konkretna historia Jonasza ukazuje nam przepaść, jaka dzieli Boże myślenie, od naszego. Jonasz w gruncie rzeczy oczekiwał zburzenia Niniwy - głosił przestrogę, ale oczami swej wyobraźni widział już zagładę miasta i czekał na to, że te jego wizje spełnią się w realu. Czuł się więc zawiedziony, gdy tego obrazu nie mógł oglądać...
Ja również pragnę oglądać owoce swego działania, do którego, szczerze w to wierzę, wezwał mnie Pan. A u źródeł tego mojego pragnienia leży miłość. A jednak również do mnie Pan posyła robaczka... Mnie to tak trudno pojąć, a przecież i w tym moim robaczku zawarta jest Boża troska o mnie... Chciałbym widzieć owoce, a jednak lepiej jest dla mnie, gdy ich nie znam... Ledwie uchylił rąbka tej tajemnicy w niedawnym dialogu tu w blogosferze z Żoną. Ale i tu zesłał robaczka...
Czy to aż taki jest rozdźwięk między moimi intencjami, a tym co niosłem swoim życiem?

11 października:
Gdy znajdowałem w tym, co sam napisałem ćwierć wieku temu, takie słowa, o których wiedziałem, że są dokładnie w tym momencie potrzebne Żonie, nie miałem najmniejszych wątpliwości, że to moje pisanie miało sens. A ten sens potwierdziła Żona swoimi wypowiedziami - krzew się rozrósł. Ale chwilę po tym Żona zamknęła swego bloga powołując się właśnie na to, co jej wcześniej napisałem. A więc robaczek - nie mogłem już liczyć na następne zdarzenia, w których widać by było, że to moje pisanie sprzed ćwierćwiecza było potrzebne. 
Dlaczego robaczek?
Napisałem przed chwilą, że wtedy, gdy odszukałem te słowa, wiedziałem, że właśnie są one potrzebne - a więc ja WIEM; nie wymyślam sobie tego, lecz prawdziwie WIEM - i Pan mi to właśnie ukazał, a ja powinienem to dobrze zapamiętać. Ten robaczek był po to, bym uwierzył w końcu w to, że to Pan mnie prowadzi - powinienem pozwolić się Jemu prowadzić, a nie oglądać ciągle na innych.

8 komentarzy:

  1. Leszku- myślę, że każdy z nas skory jest do oglądania owoców swej życiowej działalności. Jednym jest to dane innym nie. Niedawno dostąpiłam łaski oglądania oglądania "owocu" mojej misji- jak podłożona przeze mnie iskra [reaktywacja inicjatywy budowy kościoła] za podmuchem Bożym i bliźnich zapłonęła ogniem czynu z którego spełniło się marzenie wielu współmieszkańców osiedla. Również niedawno byłam świadkiem jak "owoc mego żywota" zawiera małżeństwo i zakłada własną rodzinę. Byłam dumna z niego, bowiem stanął na wysokości zadania i wszystko sam pozałatwiał i sam sfinansował. Obserwując, jak troszczy się o swoją narzeczoną a teraz już żonę wykazując się zaradnością i zaangażowanie- pomyślałam - po kim on to ma? To dla mnie ten pierwszy dzień "W pierwszym dniu Pan sprzyjał zamiarom Jonasza i by było mu przyjemniej sprawił, że nad nim wyrósł wspaniały krzew..."ale były też robaczki, a może nawet robale, które nadmiar szczęścia odebrały. Być może jest to nam potrzebne abyśmy nie popadli w pychę i samouwielbienie; pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie - z jednej strony piękny krzew, a z drugiej strony robaczek - bo jednak nie pamiętano, kto był inicjatorem. I nawet w tym drugim krzaczku pojawił się robaczek (którego zdjęcie pokazałaś u siebie na blogu).

      Usuń
    2. Leszku- kto by pamiętał o iskrze gdy ogień razi swym blaskiem? Myślę, że tylko Ten, Kto natchnął mnie do działania. To mi wystarcza. A w drugim przypadku były robaczki [te na obrazku] i był robal, który przyprawił o zatrucie radości; zatem sam widzisz jak wiele robaczków i robali czyha na naszej drodze do szczęścia; zatem nie przejmuj się robaczkami - strzeż się robali, które niszczą nie ciało ale duszę; pozdrawiam

      Usuń
    3. Basiu, o swoich robaczkach napisałem dopisek w ramach samej notki. Nie wiem, na ile te wnioski można uogólniać (bo choćby w odniesieniu do samego Jonasza takie uogólnienie nie pasuje), ale podejrzewam, że to jest najbardziej typowy przypadek.
      Doceniam, gdy piszesz przejmuj się robaczkami - strzeż się robali, które niszczą nie ciało ale duszę, ale rzecz w tym, że te wszystkie robaczki (o robalach w tym czytaniu nie było, więc je pomijam) są dla naszego dobra! I właśnie cała trudność polega na tym, by to dostrzec i zrozumieć, co to konkretnie w tym moim przypadku znaczy.

      Usuń
  2. Hmmm Leszku, Ty jak zawsze zmuszasz do myślenia.... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bo robaczki, to taki wdzięczny temat ;)

      Usuń
  3. spodobał mi się ten robaczek :)

    OdpowiedzUsuń