sobota, 19 maja 2012

Byście wiedzieli

(17) [Proszę w nich], aby Bóg Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec chwały, 

  • dał wam ducha mądrości i objawienia w głębszym poznaniu Jego samego. 
  • (18) [Niech da] wam światłe oczy serca tak, byście wiedzieli, czym jest nadzieja waszego powołania, 
  • czym bogactwo chwały Jego dziedzictwa wśród świętych 
  • (19) i czym przemożny ogrom Jego mocy względem nas wierzących - na podstawie działania Jego potęgi i siły
(20) Wykazał On je, gdy wskrzesił Go z martwych i posadził po swojej prawicy na wyżynach niebieskich, (21) ponad wszelką Zwierzchnością i Władzą, i Mocą, i Panowaniem, i ponad wszelkim innym imieniem wzywanym nie tylko w tym wieku, ale i w przyszłym. (22) I wszystko poddał pod Jego stopy, a Jego samego ustanowił nade wszystko Głową dla Kościoła, (23) który jest Jego Ciałem, Pełnią Tego, który napełnia wszystko wszelkimi sposobami. (Ef 1)

Pozwoliłem sobie na pewien drobny zabieg w formatowaniu tekstu, by bardziej wyróżnić główną myśl listu do Efezjan. Te słowa w kontekście układu dzisiejszych czytań nade wszystko są kierowane do dzisiejszych kapłanów, ale na swoją miarę wszystkim ta misja kapłańska została powierzona. Zresztą w samym liście św. Pawła adresatami tych słów są wszyscy wierzący. 
A więc po pierwsze mamy mamy dążyć od Jego poznania - bo z tego płynie wszystko i ta chwała, jaką Go darzymy i ta moc, którą od Niego dostajemy...
Ale szczególną uwagę zwracam na to byście wiedzieli, czym jest nadzieja waszego powołania 
To wasza nadzieja i Jego wobec was... 


22 komentarze:

  1. Chciałabym mieć te światłe oczy o których mowa, by widzieć ową nadzieję powołania...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co ja mam powiedzieć, jak ciągle jest tak, że nie widzę owoców tego, co uważam za swoje powołanie (oprócz Ciebie tę notkę przeczytała tylko jedna osoba) - może więc to wcale nie jest wcale moje powołanie, a tylko nie wiedzieć czemu ciągle przy tym obstaję?

      Usuń
    2. Tą przeczytały dwie osoby, następną być może dwadzieścia. Nigdy nie należy się zniechęcać :)

      Usuń
    3. Nie zniechęcam się, bo przecież Ty przy tej notce się zatrzymałaś, ale może jednak to wcale nie jest moje powołanie? Może bardziej się przydam zajmując się społecznie hostingiem (co od tygodnia czynię)?

      Usuń
  2. No to już trzy.

    Zbyszek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to sam widzisz Zbyszku - po 27 godzinach raptem trzy osoby przeczytały notkę, z których tylko jedną notka na tyle zainteresowała, że odszukała siebie samą w tej notce (no bo Ciebie ta notka też nie zaciekawiła, jak i tę pierwszą, która zajrzała)

      Usuń
    2. Leszku, za bardzo absorbują Ciebie statystyki, a wnioski wyciągasz pochopne.

      Skoro piszesz raz w tygodniu, to czytam raz w tygodniu.

      Nie pisz dla statystyk, tylko do konkretnych ludzi, których znasz, a ujrzysz cud.
      Zbyszek

      Usuń
    3. Zbyszku, nie piszę dla statystyk, tylko dla was. Ale skoro sam jesteś przykładem osoby, której ta notka nie porwała, to chyba po prostu realnie patrzę wartość tego mojego pisania. Ostatnio nade wszystko zajmuję się hostingiem i może z tego będzie większy pożytek, niż z mojego pisania?

      Usuń
    4. A dlaczego sądzisz, że notka mnie nie porwała? Może mnie porwała tak mocno, że aż mną zatkało?

      Napiszę szczerze. Listy z Dziejów traktuję jak listy Episkopatu. Po prostu przesypiam. W najlepszym wypadku olewam. Dlaczego? Z prostego powodu: bo o ile Ewangelia jest drogą Dobra, Miłości i Nadziei to listy są dla mnie początkiem tego wszystkiego dobrego i złego, co wynika z całej historii Kościoła Katolickiego.

      Podjąłeś się ambitnego zadania. Skoro jednak się go podjąłeś to powinieneś odpowiedzieć na kilka pytań. Dlaczego w kraju katolickim niewiele osób potrafi wymienić 10 przykazań? Ile osób czyta i zna Ewangelię? Dlaczego tak niewiele?

      Skoro ich nie porywa żywe słowo Ewangelii, to jakie masz szanse, że Twoje słowo porwie do czytania owej Ewangelii? W czym Twoje słowo jest atrakcyjniejsze dla współczesnego człowieka od słów Ewangelii? Otóż słowo jest atrakcyjne, gdy żyje, a żyje tylko wtedy gdy dotyka problemów czytelnika lub człowieczeństwa.

      Inny charakter Twego pisania był dla Basi. Basia była znawcą pisma. Inny charakter mają koncerty dla koneserów, zaś inny charakter dla pozostałych bywalców. Skoro koneserzy odeszli z Twojej woli to zaczynasz przygrywać do kotleta. Problem jednak takowy, że takiego przeskoku nie trawisz. Grasz dalej, jakbyś grał dla koneserów.

      Zatem, albo odzyskasz koneserów, albo zacznij grać tak, jak gra się do kotleta.

      A hosting to fajna rzecz, niezależnie.
      Zbyszek

      Usuń
    5. Zbyszku, piszę dla was, ale nie piszę dla nikogo konkretnie - nigdy nie pisałem dla Basi, czy Moherka - choć czasami pisałem na zamówienie (jak to było z całym blogiem o modlitwie kontemplacyjnej). Piszę zawsze tak samo - myślę, że w sposób bardzo charakterystyczny właśnie dla mnie. Czy to jest dla koneserów? - nie wiem, nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Raczej był stwierdzenie odwrócił - zapewne trzeba być koneserem, by znajdować w tym pisaniu coś dla siebie (niby to samo, ale jednak coś troszkę innego).
      Czy zacznę grać do kotleta?
      Kiedyś grałem w zespole; zespół istniał, póki sponsor uznawał, że może na nas zarobić; gdy uznał, że nasza muzyka do kotleta się nie nadaje, przestał nas wpuszczać do klubu, w którym był sprzęt. Nie wpłynęło to jednak na to, co chcieliśmy grać (nadal nade wszystko był to blues - a czuliśmy bluesa)
      Pytasz skąd wiedziałem, że notka Ciebie nie porwała? - no bo chciałeś pokazać, że jesteś, ale o notce nie chciało Ci się rozmawiać...

      Usuń
  3. Mnie uderzyły ostatnie słowa:
    Jego SAMEGO
    ustanowił NADE WSZYSTKO
    Głową dla Kościoła, który jest Jego Ciałem,
    PEŁNIĄ Tego,
    który NAPEŁNIA WSZYSTKO WSZELKIMI sposobami.

    Rozumiem to jako przekaz, że w NIM - WSZYSTKO.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak samo to rozumiem.

      Usuń
  4. "światłe oczy serca" jak madrze powiedzial sw. Apostol Pawel.
    I znow Twa notka zacheca do medytacji.
    Madrego serca wszystkim zycze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdemu potrzebne! Dzięki serdeczne:)

      Usuń
  5. A mnie utkwiło to jedno - NADZIEJA. Poprzednia notka była o miłości, teraz list abyśmy mieli nadzieję. Miłość i nadzieja, sens wiary :) A jeśli chodzi o interpretację Pisma, to jednak podobnie jak Zbyszek, nie bardzo się do tego nadaję. Bo z interpretacjami to jest zawsze tak, że prędzej czy później każdy będzie swoją uważał za "najswojszą" i "najlepszą". Do jednego pewne słowa trafią, do innego zupełnie inne, więc ja się zdaję na to, że Duch Święty każdemu ukazuje właściwą drogę z troszkę innego kąta, bo każdy z nas wyrusza z innego miejsca. Kto szuka ten znajdzie. I tyle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo trafna jest Twoja uwaga - rzeczywiście to tak jest, że Bóg ma dla każdego jego najlepszą drogę i każda z tych dróg jest inna (nb. na tej zasadzie uważam, że jedną z tych dróg powinno być kapłaństwo bez celibatu - obowiązkowy celibat jest ograniczaniem samego Boga w prowadzeniu kogoś po najlepszej dla niego drodze). Jeśli nawet rzeczywiście trzeba być koneserem, by rozsmakować się w tym, co ja piszę, to wcale nie oznacza, że każdy tym koneserem musi być, jeśli chce podążać do Niego - nie musi!

      Usuń
  6. Witaj Barbaro. Pozdrawiam Serdecznie.

    Ja myślę, że Leszek zadaje sobie złe pytania. Moim skromnym zdaniem należy zadać pytanie, czy Ewangelia jest komukolwiek potrzebna? Drugie pytanie, co ja otrzymuję w zamian za głoszenie Ewangelii? Generalnie większość ludzi głosi ewangelię dla pieniędzy. Wpierw generują strach przed piekłem i sprzedają polisę ubezpieczeniową, której nikt nie może zweryfikować. Skoro Leszek nie robi tego dla forsy, to w jakim celu?

    Zbyszek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zbyszku, uważam, że przeholowałeś!

      Usuń
  7. Wbrew pozorom nie przeholowałem. Sukcesy świadków Jehowy, wielu sekt, biorą się z biznesowego podejścia do Ewangelii. Nawet jeśli nie chcesz robić biznesu, to pytanie o to, co chcesz dać drugiej osobie i co chcesz w zamian, jest sensowne. Warto te kwestie ustalać na samym początku, by żadna ze stron nie była rozczarowana.

    Pytanie zatem: komu ewangelia jest potrzebna? Dlaczego chcesz ją oferować innej osobie? I co dostajesz w zamian?

    Bez tych odpowiedzi, będziesz ciągle się miotał. Minimum ilu czytelników zakłada Twój biznesplan? A jeśli nie jest biznesem, tylko Twoją ofiarą albo darem, to dlaczego rzucając ziarnem, tak bardzo zabiegasz o plony?

    Zbyszek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zbyszku, chodziło mi o te słowa Wpierw generują strach przed piekłem i sprzedają polisę ubezpieczeniową, której nikt nie może zweryfikować - takie spojrzenie na Kościół jest dla mnie zupełnie nie do przyjęcia!
      A jeśli chodzi o mnie, to wielokrotnie powtarzałem, iż jedynym niezawodnym kryterium są owoce (Po owocach ich poznacie) - każdy powinien się oglądać za siebie i patrzeć, jakie owoce po sobie pozostawia. Bo nawet jeśli złych nie przynosi, a tylko nie przynosi dobrych, to najprawdopodobniej oznacza to, iż idzie swoją własną drogą, a nie tą, na której widział go Bóg...

      Usuń
    2. "Wpierw generują strach przed piekłem i sprzedają polisę ubezpieczeniową, której nikt nie może zweryfikować" to proste zdanie jest jednym z kryteriów, które odróżnia kościół od sekty. Tak działają Świadkowie, którzy maja "sukcesy" w głoszeniu Słowa Bożego.

      Leszku, niewątpliwie jest to dla Ciebie jakaś nauczka. Tylko czy skojarzysz dobrze fakty z niedalekiej przeszłości i czy wyciągniesz odpowiednie wnioski?

      Jeśli je wyciągniesz, to również łatwiej będzie Tobie głosić Słowo Boże, a i Bóg przyśle więcej czytelników. Pamiętaj jednak, że czasami najlepszym doradcą jest samotnia, nawet Chrystus udał się na pustynię.

      Zbyszek

      Usuń
    3. PS:
      "
      Zacho­waj mnie od zgub­nego nawyku mniemania,
      Że muszę coś powie­dzieć na każdy temat przy każ­dej okazji.

      Odbierz mi chęć pro­sto­wa­nia cudzych ścieżek.

      Uczyń mnie poważ­nym, ale nie ponurym,
      Uczyn­nym, ale nie narzu­ca­ją­cym się.

      Szkoda mi nie spo­żyt­ko­wać wiel­kich zaso­bów mądrości,
      Jakie posia­dam, ale Ty Panie wiesz,
      Że chciał­bym do końca zacho­wać paru przyjaciół.

      Wyzwól mój umysł od nie­koń­czą­cego się brnię­cia w szczegóły
      I daj mi skrzy­dła, bym w lot prze­cho­dził do rzeczy.

      Zamknij mi usta w przed­mio­cie moich cier­pień i niedomagań.
      W miarę jak ich przybywa,
      Chęć ich wyli­cza­nia staje się z upły­wem lat coraz słodsza.

      Nie pro­szę o łaskę roz­ko­szo­wa­nia się opowieściami
      O cudzych cier­pie­niach, ale daj mi cier­pli­wość wysłu­cha­nia ich.

      Nie umiem Cię pro­sić o lep­szą pamięć,
      Ale pro­szę Cię o więk­szą pokorę i mniej zachwia­nej pewności,
      Gdy wspo­mnie­nia moje wyda­dzą się sprzeczne z cudzymi.

      Użycz mi chwa­leb­nego poczu­cia, że cza­sem mogę się mylić.

      Zacho­waj mnie miłym dla ludzi,
      Choć z nie­któ­rymi trudno wytrzymać.
      Nie chcę być świętym,
      Daj mi zdol­ność dostrze­ga­nia dobrych rzeczy
      W nie­ocze­ki­wa­nych miej­scach i nie­spo­dzie­wa­nych zalet w ludziach.

      Daj mi Panie łaskę mówie­nia im o tym. "

      To nie moje, a szkoda :)
      Zbyszek

      Usuń